?

Log in

No account? Create an account

Entries by tag: anime

Tak sobie myślę...

Dobrze wiem, dlaczego "Haikyuu!!" jest w moim rankingu sportowych mang/anime wyżej niż "Kuroko no Basket". Nie żebym tego drugiego nie lubiła, wręcz przeciwnie - jutro premiera trzeciego sezonu, pompony do kibicowania przygotowane, może nawet podstawkę z Hyugą pod obowiązkową herbatkę wyjmę. A jednak "Haikyuu!!" wygrywa na całej linii.

Pierwszy i najważniejszy powód jest prosty - podczas gdy koszykówki nigdy specjalnie nie lubiłam, siatkówka to sport dla mnie niezwykle ważny, nie tylko dlatego, że sama w nią lubiłam grać, ale także dlatego, że oglądanie meczów daje mi najwięcej emocji i radości. A teraz, oglądając po raz kolejny pierwszy sezon anime o Karasuno zdałam sobie sprawę z innego powodu: w przeciwieństwie do Kurobasu, w "Haikyuu!!" nie ma żadnych specjalnych sportowych 'mocy' w stylu Ignite Pass, Hawk Eye czy Vanishing Drive. Wszystkie zdolności zawodników są prawdziwe, takie, które w rzeczywistości również występują. Super serw Oikawy to nie żaden wymysł, wystarczy przypomnieć sobie naszego wspaniałego Wlazłego i jego asy serwisowe. I tak dalej, każdy z zawodników się w czymś specjalizuje, ale żaden nie jest supermanem.

A, i jeszcze jedno - wszyscy bohaterowie "Haikyuu!!" wyglądają jak licealiści, nawet Asahi czy Daichi. Dla porównania wystarczy przypomnieć sobie Okamurę z Yosen z Kurobasu, który wyglądał jak czterdziestoletni zawodnik rugby albo bramkarz w podejrzanej spelunie.

I dlatego właśnie nie mogę się doczekać na drugi sezon, dlatego właśnie wydałam 40 euro na zamówienie dwóch nowych tomów mangi (cena straszliwa, ale za to tom 15 będzie z DVD!). Dlatego każdy tomik mangi przeczytałam już wielokrotnie, a mimo to nie potrafię bez niej wytrzymać dłużej niż miesiąc. ちなみに, żeby nie było - w ramach ćwiczenia japońskiego czytam sobie "Haikyuu!!" na głos, a co :)

Tags:

I tak oto...

Przyjechałam do Justka, po czym cały dzień spędziłam na nic nie robieniu, oglądaniu anime, czytaniu mangi i tym podobnych. Po powrocie Maleństwa poćwiczyłyśmy brzuszki i mięśnie nóg (co było utrudnione ze względu na głupawkę, która dotyka nas zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie), a potem oglądnęłyśmy finałowy mecz Tsubasy i reszty z Niemcami. Kami-sama, toż to już dwadzieścia dokładnie lat minęło, od kiedy po raz pierwszy wzruszałyśmy się z chłopcami z Nankatsu! Ach, te wspomnienia... Po czym udało mi się Justka namówić na pierwsze dwa odcinki Haikyuu, haha :P A jutro Hobbit!!!