?

Log in

No account? Create an account

Previous Entry | Next Entry

Damn

Oglądnęłam sobie właśnie końcówkę pięciogodzinnego dokumentu o produkcji "Pustkowia Smauga" i pomijając oczywiście kwestię tego, że każdy z podepizodów jest fascynujący, jako dla byłej muzyczki/teoretyczki muzyki najciekawszy jest dla mnie epizod ostatni, dotyczący procesu nagrywania i tworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu. Potrafię sobie wyobrazić, jak wiele pracy włożyli w stworzenie tej epickiej muzycznej podróży wszyscy ci artyści, poczynając oczywiście od Howarda Shore'a, poprzez orkiestrę i dyrygenta, aż po reżyserów dźwięku. Ach, cóż bym dała za możliwość bycia częścią tej grupy, za możliwość udziału w tworzeniu muzyki, która zostanie z wieloma ludźmi do końca ich życia, tak jak to będzie w moim przypadku.